Nie mogę zrozumieć dlaczego nie potrafimy uwolnić się od stereotypowego myślenia – socjalizm dobry dla biednych, liberalizm dla bogatych. To jest sztuczny, czysto propagandowy podział, który z uporem maniaka powtarza 90% opinii publicznej. Najtragiczniejsze jest to, że wśród nich są rzekomo „prawicowcy”, „antykomuniści” (np. PiS), którzy sami nie zdają sobie sprawy, że powielają słowa Marksa o świadomości klasowej – każda teoria poczęta w świadomości danej klasy może z zasady być korzystna dla przedstawicieli tylko tej klasy. Liberalizm jako ideologia burżuazyjna jest korzystna dla bogatych, uczy Marks, socjalizm natomiast jest ideologią klasy robotniczej... Według Marksa nie ważne są argumenty czy fakty – wystarczy odkryć burżuazyjne pochodzenie oponentów socjalizmu aby ostatecznie ich zdyskredytować w dyskusji. Dlatego jeśli będziemy zaczynać definicje kapitalizmu czy socjalizmu od określenia której grupie społecznej sprzyja, nie dojdziemy nigdy do setna sprawy – bo niech mi ktoś odpowie dlaczego zwolennicy wolnego rynku są przeciwni ratowaniu banków? No właśnie dlatego, że uważają za niemoralne opodatkowanie ludzi o dochodach X na rzecz ratowania tyłków ludzi o dochodach 100.000X?? Jeśli definiując państwo socjalistyczne i wolnorynkowe wyjdziemy od własności to okazuje się, że nie ma żadnego paradoksu.

Liberalizm zatem to porządek, w którym obowiązuje PRYWATNA własność w środkach produkcji, socjalizm natomiast oznacza PAŃSTWOWĄ własność środków produkcji. Celowo odchodzę od pojęcia własności wspólnej, społecznej tj. abstrakcyjnych określeń, za którymi w praktyce kryje się zawsze państwo. Jakie me to konsekwencje? Na wolnym rynku producent, Kowalski, który realizuje postulat maksymalizacji zysku musi się liczyć z potencjalnym ryzykiem bankructwa. Jeśli chciwość zwycięży rozsądek to Kowalski zbankrutuje i „pójdzie z torbami” (jak to się ma do wielomilionowych odpraw dla dyrektorów banków i instytucji finansowych współodpowiedzialnych za kryzys?). Dzięki temu to, co pozostanie po firmie Kowalskiego zostanie zaangażowane w bardziej produktywnym przedsięwzięciu, co będzie z zyskiem dla całego społeczeństwa.

Wyobraźmy sobie jednak, że politycy wkraczają do akcji i chcą ratować upadające przedsiębiorstwo (oczywiście w obronie klasy pracującej). Państwo jest tworem, który nie posiada własnych zasobów, więc każda jego działalność opiera się na redystrybucji majątku. Politycy transferują zatem fundusze skonfiskowane pod przymusem od społeczeństwa poprzez podatki, inflację, sprzedaż obligacji (opodatkowanie przyszłych pokoleń) i udziela jednorazowej zapomogi dla Kowalskiego. Prowadzi to do następujących skutków:

  1. Kowalski dalej podejmuje ryzykowne decyzje gdyż wie, że w razie problemów może dostać pieniądze od obywateli (za pośrednictwem państwa);

  2. Następni nawet uczciwi przedsiębiorcy również korzystają z możliwości przerzucenia ryzyka na podatników, gdyż inaczej nie byliby w stanie konkurować z „Kowalskimi”

Następuje rodzaj sprzężenia zwrotnego, gdzie coraz większa interwencja państwa stymuluje coraz większą lekkomyślność inwestorów i producentów, co z kolei wymaga jeszcze większej interwencji...itd. Paradoksalnie to co miało być zbawienne dla klasy pracującej jest dla niej zgubne – wytwarza się bowiem sitwa polityków, lobbystów i biznesmenów, która żeruje na uczciwie pracujących. Proceder rozrasta się – preferencyjne kredyty, fundusze strukturalne, dopłaty do eksportu, cła importowe, dopłaty do produkcji – wszystko to służy TRANSFEROWI majątku z kieszeni klasy pracującej do kieszeni kapitalistów. Socjalizm, jako rzekomo ideologia klasy robotniczej, w praktyce obraca się przeciwko niej samej, co potwierdza historia. Przypomnijmy sobie epizod z serialu „Dom”, gdzie Talar natknął się na strajk górników zatrudnionych do budowy metra w Warszawie, natychmiast aresztowano go i pod groźbą więzienia zabroniono mu o tym mówić – dziś to wydaje nam się błahostką, ale wtedy to musiało być szokujące, że klasa robotnicza podnosi rękę na „swoją„ władzę! No właśnie już nie swoją bo socjalizm zawsze obraca się przeciwko najbiedniejszym.

Popatrzmy dziś na USA – to drugi świetny przykład. Ekspansja kredytowa na rynku subprime miała na celu, rzekomo, podnieść stopę życiową najuboższych przez fakt posiadania domu na własność. Jeśli wspomniany Kowalski byłby skłonnym do ryzyka bankierem szybko zorientowałby się że to świetny biznes – udzielanie kredytów zabezpieczonych przez państwowe instytucje finansowe (czyli pieniądze obywateli). Inni, nawet jeśli by nie chcieli z przyczyn moralnych, muszą brać w tym udział, bo inaczej Kowalski i jemu podobni cynicy wysiudali by go z rynku zanim okaże się kto miał racje. Socjaliści jak zwykle chcieli dobrze w wyszło inaczej – ludzie biedni mieli mieć domy, a teraz mieszkają w namiotach, natomiast bankierzy odpoczywają w kurortach 100.000$/dobę, w końcu stać ich, no nie.

Co najbardziej mnie zadziwia to fakt, iż często potrafimy diagnozować problemy trawiące polską i światową gospodarkę, często bez względu na opcję polityczną dotykamy problemu w tym samym miejscu, a jednak mamy skrajnie różne rekomendacje na przyszłość. Myślę, że pokutują tu właśnie stereotypy wypracowane w PRL-u. Stereotypy, które coraz częściej dominują debatę publiczną na całym świecie, czyniąc ją jałową, czyniąc spór socjalistów i liberałów niemożliwym do rozstrzygnięcia. Pozbądźmy się ich, a zamiast testować w praktyce kolejne „eksperymenty” ustrojowe będziemy w stanie rozstrzygać je w teorii, dzięki czemu unikniemy wielu nieprzyjemności.